Niemal każdy z nas był kiedyś zakochany. Piękne uczucie, choć jak wszystko ma też swoje wady, które dostrzega się dopiero po fakcie. W każdym razie, przy zdrowym układzie, ta faza związku trwa około 6 miesięcy. Ludzie się spotykają, spotykają, spotykają…

I co dalej?

Część odchodzi, część zostaje. Wielu decyduje się na wspólne mieszkanie. Mija rok, dwa, pięć lat. W końcu zaczynają się rozmowy o ślubie. Albo i nie. Dlaczego? Zwykle z jednego powodu: któraś ze stron tego nie chce albo nie chce żadna. Oczywiście są tacy, którzy od początku ustalili, że będą żyć w związku partnerskim i ich ten artykuł nie dotyczy, ale najczęściej – niestety – takich ustaleń brak i nie wie się, na czym się stoi.

Gdzie leży problem?

Pisze o tym na przykład John Molloy w książce Why Men Marry Some Women and Not Others: The Fascinating Research That Can Land You the Husband of Your Dreams. Kto ciekawy, niech zajrzy, jest też wersja polska. W każdym razie wnioski są podobne do tych, do jakich doszli zajmujący się tym tematem psychologowie. Ma na to wpływ wiele czynników. Po pierwsze, dla mężczyzn – liczy się osobowość. Tak! Wcale nie cudowna buzia i seksapil! Taka kobieta świetnie w oczach mężczyzny spełni rolę kochanki czy przelotnej pełnej namiętności znajomości, ale nie jest to tzw. „materiał na żonę” według zdecydowanej większości mężczyzn. Nie znaczy to oczywiście, że kobieta ma o siebie nie dbać i chodzić po domu w podartym ubraniu. Zapytano ponad 3 tys. mężczyzn o opis przyszłej żony. Mniej niż co piąty wymienił cechę seksowna! Wielu podkreślało natomiast, że liczy się najbardziej to, żeby móc powiedzieć wszystkim wokół, że jest się dumnym ze swojej żony czy kobiety. Z oczywistych względów znaczenie mają takie cechy jak lojalność, dyskrecja i bycie przyjacielem, które dają poczucie bezpieczeństwa. Tak ukształtowała nas ewolucja.

Rodzina i jej wpływ

Jednym z powodów, dla którego do ślubu czy też innej formy deklaracji związku do grobowej deski nie dochodzi jest także – nad czym można ubolewać – opinia rodziny. Jeśli mamusia jako przyszła teściowa uważa, że kandydatka „kiepsko sprząta i jest za wąska w biodrach, by rodzić dzieci”, kandydat natomiast „jest za mało ambitny i niedojrzały” – ślubu raczej nie będzie. Zjawisko zbytniego zlania z rodziną pochodzenia jest coraz częstsze.

Zgubna nachalność

Kolejny problem tkwi w fakcie zbytniego nacisku którejś ze stron. To, że Ty jesteś gotowy, nie znaczy że partnerka również. I odwrotnie. Nikt nie każe czekać w nieskończoność, ale kilka miesięcy w te czy we wte nie zrobi różnicy. Może warto porozmawiać, ale tylko wstępnie, zrobić tak zwany rekonesans? Jest to jakaś inicjatywa, deklaracja, ale mało inwazyjna. Lepiej nie proponować ślubu nagle i zupełnie niespodziewanie, bo jest to decyzja, do której trzeba dojrzeć i należy dać do tego prawo również drugiej stronie. Wiele zależy tu również od wieku i stażu w związkach. Jeśli wiesz, że partner/partnerka już wcześniej praktykował_a mieszkanie z drugą połówką, po czym następowało rozstanie – zrób wywiad z czego to wynikało. Może potrzebna będzie pomoc specjalisty? Wiele osób czuje ogromny lęk przed bliskością, co często wymaga psychoterapii.

Wspólne mieszkanie przed ślubem: tak czy nie?

O dziwo bardzo długie mieszkanie ze sobą przed ślubem – tzw. kohabitacja – zmniejsza prawdopodobieństwo zawarcia związku małżeńskiego. Nie ma tutaj granicy, jest to kwestia indywidualna, jednak jeśli taka sytuacja trwa kilka lat, warto zastanowić się nad powodami. Zwłaszcza, że dla większości mężczyzn między mieszkaniem a ślubnym kobiercem jest ogromna przepaść. Kobiety zwykle widzą to nieco inaczej, tzn. dla nich wspólne mieszkanie to jakby pierwszy krok, ważna i trudna decyzja, a ślub jest jej naturalnym następstwem.

Szukanie ideału

Ważną kwestią w podejmowaniu decyzji o małżeństwie jest zdanie sobie sprawy, że nie znajdzie się osoby, która odpowiada nam w 100 czy nawet – jak niektórzy zdają się oczekiwać – 200 procentach. Ideał ze swej natury zwyczajnie NIE ISTNIEJE. Jeśli ktoś tego nie wie – z pewnością jeszcze nie dojrzał do ślubu. Przeciągając decyzję z krążącą z tyłu głowy myślą a nuż trafi się ktoś lepszy można nigdy nie założyć obrączki. Pomaga zadanie sobie prostego pytania. Jakiego?…

Powodzenia!


Marta Osińska-Białczyk

Psycholog, psychoterapeuta z wykształcenia i pasji. Kocham ludzi i wierzę w nich, dlatego chętnie dzielę się wiedzą i doświadczeniami. Prowadzę psychoterapię, coachingi i warsztaty - również online oraz w domu klienta (Warszawa). Pomagam zagubionym się odnaleźć, wspieram pary i rodziny. Prywatnie jestem mamą dwójki cudownych maluchów, fanem zdrowego stylu życia i fotografem-amatorem. Pisanie od zawsze mi towarzyszy, podobnie jak ludzie, muzyka i filmy - bez nich moje życie nie byłoby takie samo. Jeśli chcesz się skonsultować, lub zapisać na konsultację, zajrzyj do kontaktu.

274 komentarze

Możliwość komentowania została wyłączona.