w_sobie

Na to, czy jest się DDA nie ma się wpływu. Rodziny się przecież nie wybiera. Jednak to, co zrobi się tym faktem, zależy od nas. Bycie DDA nie definiuje, nie determinuje, nie piętnuje. Nie wierzysz? Niech historia naszej autorki będzie dla Ciebie inspiracją.

Jestem DDA – niby wiedziałam to od dawna, w końcu wychowałam się w rodzinie alkoholowej, jednak tak naprawdę dotarło to do mnie z ogromną siłą, kiedy rok temu w moje życie niepostrzeżenie wkradła się ciężka depresja. Zaczęło się dość niewinnie, od bezsenności.
Po trzech z rzędu nieprzespanych nocach trafiłam do internisty – przepisał silne leki nasenne i na kartce napisał mi, że jeśli to nie zadziała, konieczna będzie konsultacja psychiatry.
„Jakiego psychiatry?” – myślałam „ja, której zawsze wszystko układało się zgodnie z planem, mam leczyć się na głowę?” Niestety, przepisane medykamenty nie pomogły, dalej nie spałam. Zaczęły się nerwowe poszukiwania psychiatry. Szukał właściwie mój mąż i ciocia, bo ja już niewiele byłam wtedy w stanie zrobić… Przestałam wstawać z łóżka, nie zajmowałam się swoim półrocznym dzieckiem przekonana, że do niczego się nie nadaję. Nie byłam w stanie zadecydować, w co się ubrać na wizytę u lekarza, nie mówiąc o innych ważnych decyzjach. Zaczęło się – najpierw jeden lek i porażka, czułam się jeszcze gorzej. Drugi – strzał w dziesiątkę: po około dwóch tygodniach leżenia plackiem w łóżku nastąpiła poprawa. Trzy miesiące później zdecydowałam i doczytałam, że leki to nie wszystko, konieczna jest psychoterapia, praca nad sobą, przepracowanie traum, ustawienie świata wartości. Popytałam wśród znajomych i znalazłam genialną terapeutkę. We wrześniu 2010 rozpoczęła się moja przygoda z psychologią, która, choć okupiona morzem łez wzruszenia, radości, żalu, goryczy, dała mi nadzieję na lepsze życie. Jest lipiec 2011 – w końcu czuję, że żyję. W głowie mi się nie mieści, że jeszcze niedawno miałam myśli samobójcze… Świat nabrał kolorów, zapachów, odkrywam go na nowo ze swoim półtorarocznym synkiem. Uczę się od niego wrażliwości na to, co nas otacza, spontaniczności, bezwarunkowej miłości, pozwalam sobie czasem na bycie dzieckiem – tańczę w kuchni, robiąc pyszne racuchy z jabłkami, w końcu głośno się śmieję, nie zważając na to, co sobie o mnie pomyślą inni. Nareszcie wiem, jaka jestem, jakie są moje wady i zalety, co mogę zaoferować innym, jak zadbać o siebie, swój rozwój zawodowy czy emocjonalny. Wstałam sprzed telewizora i wyszłam do ludzi – zapisałam się do Stowarzyszenia „Mamy Wołomin”, niebawem rozpoczynam wymarzony kurs tańca towarzyskiego, mam mnóstwo planów i pomysłów na przyszłość. Chcę zacząć pracować na własny rachunek, uciec z korporacji, która wyżyma ludzi, zaangażować się w działania na rzecz lokalnej społeczności. Marzę o kampanii społecznej na temat depresji – to tak powszechny problem a tak mało się o tym mówi, a jeśli w ogóle to gdzieś pokątnie, za kulisami, ze wstydem. Dlaczego?! Przecież to choroba jak każda inna, można ją leczyć i jestem na to żywym przykładem. Chciałabym pokazać całemu światu, że bycie DDA to nie koniec świata, my też mamy szansę na normalne, szczęśliwe życie :)

Jesteś DDA lub bliskim DDA? Napisz, a poinformujemy Cię, gdzie możesz uzyskać pomoc.


aba

Jestem matką najbardziej ciekawego świata przedszkolaka. Nieustannie poszukuję swojej życiowej drogi, mam całą listę marzeń do zrealizowania. Uwielbiam tańczyć, śpiewać, śmiać się - cieszę się chwilą. Pasjonuje mnie psychologia rozwojowa, lubię wiedzieć, dlaczego ludzie postępują tak a nie inaczej. Odpowiedzi na swoje pytania znajduję w książkach i w rozmowach z ludźmi.

1 komentarz

Joanna · 15/07/2018 o 16:01

A co zrobić, kiedy chodzę na terapię, lecze się psychiatrycznie, a pracuję, żeby opłacać matce niepijacej alkoholiczce opiekunki i sama też muszę się nią zajmować. Całe moje leczenie idzie na marne, dół coraz większy.

Możliwość komentowania została wyłączona.